Przejdź do treści

Cogito ergo sum – impresje z The Talos Principle

Pierwszego dnia stwórca przekształcił dzikie tereny, uczyniwszy je działkami przyjaznymi zabudowie. Drugiego wzniósł ogromne betonowe kompleksy, co powierzchnią i pojemnością podziw wzbudzały. Trzeciego wymyślił niebywałe urządzenia – komputerami nazwane – mocą obliczeniową dysponujące. Czwartego dostawił do nich potężne serwery zdolne pomieścić całą historię i wiedzę o świecie. Piątego zespoił je wszystkie ze sobą przewodami światłonośnymi, tworząc jedną wspólną sieć, informacjami przepełnioną. Szóstego dokonał cudu najwspanialszego: powołał do istnienia dziecię swoje, na własne podobieństwo sformatowane, obdarzone inteligencją i wolną wolą.
A siódmego dnia stwórca wiedział już, że z powodu tego wszystkiego będzie mieć niekiepsko przerąbane.

Lubię, gdy gra zawiera zagadki. Cenię zróżnicowany gameplay, który pozwala zarówno wykazać się zręcznością czy refleksem, jak i potrafi pobudzić do działania komórki w mózgu gracza, wymagając od niego także akrobatyki umysłowej. Natomiast skłamałbym, oznajmiając, że jestem wielkim fanem produkcji, w których to właśnie łamigłówki stanowią trzon rozgrywki; preferuję je nie jako główne atrakcje, lecz w charakterze dodatku bądź uzupełnienia innych mechanik. Dobrą ilustracją moich upodobań są niektóre horrory, zawierające obok aspektu walki/survivalu wyzwania intelektualne. Dlatego też z dość dużą dozą niepewności podchodziłem do The Talos Principle – tytułu przedstawianego przede wszystkim właśnie jako gra oparta na zagadkach. Wystarczyło jednak spędzić w niej kilkanaście minut, by zasadność kupna i zainstalowania owej produkcji stała się oczywista: w ciągu pierwszej tylko doby od odpalenia licznik czasu poświęconego jej przeze mnie wskazał dziesięć godzin (a ostatecznie trzydzieści), ona sama zaś okazała się dziełem nietuzinkowym, dotykającym zagadnień z dziedziny nie tylko logiki, ale i filozofii oraz teologii. Oj, coś czuję, że nie będę długo zwlekać z zakupem wydanego w zeszłym roku sequela. A najbardziej zaskakujące jest w niej to, że to wcale nie zagadki są tu najznakomitszym elementem.

Bohaterem, tj. postacią, którą prowadzi gracz, jest – nazwę go tak po prostu – robot: z aparycji humanoidalny zlepek metalu i diod napędzany elektroniką, choć aby go widzieć, należy w opcjach ustawić kamerę TPP zamiast FPP. Koncept gry oparty został na rozwiązywaniu zagadek logicznych w celu zdobywania przedmiotów zwanych sigilami. Mają one różne kształty i kolory i służą do odblokowywania kolejnych stref, bowiem tylko pierwsza z nich dostępna jest od początku. Drzwi do pozostałych trzeba otworzyć samemu, odpowiednio układając (w trakcie przypominającej puzzle minigry) pasujące, wspomniane wyżej symbole. Lokacji obowiązkowych, koniecznych do ukończenia gry, jest trzy (o designie inspirowanym epokami starożytności i średniowiecza), lecz gra zawiera jeszcze kilka opcjonalnych. W każdej z trzech głównych znajduje się siedem portali prowadzących do oddzielnych map; te z kolei podzielone są na jeszcze mniejsze miejscówki (zazwyczaj od czterech do sześciu), wyraźnie odizolowane od reszty obszaru murem granicznym. To właśnie wewnątrz tych odseparowanych sektorów ukryte są sigile; zadaniem gracza jest znalezienie drogi prowadzącej do nich, czyli – innymi słowy – rozwiązywanie zagadek.

Początkowo jawią się one jako bardzo proste. Przyznam, że byłem wręcz lekko zażenowany niewielkim stopniem ich skomplikowania, lecz na szczęście dość szybko się to zmieniło. Pierwotnie polegają one na neutralizowaniu blokujących przejście barier energetycznych, lewitujących nisko nad ziemią, wykrywających ruch bomb czy zawieszonych na ścianach karabinów automatycznych. Dokonuje się tego za pomocą urządzenia zwanego zagłuszaczem; należy wycelować go (lub je, bo często występują w liczbie mnogiej) w odpowiednią przeszkodę. Stopniowo dochodzą jednak nowe rekwizyty, a poziom trudności łamigłówek wzrasta. Pojawia się skrzynia, na której można na przykład stanąć i uzyskać dostęp do położonego wyżej miejsca. Zostają oddane do naszej dyspozycji stojaki z pryzmatem, pozwalające łączyć ze sobą laserowe promienie i zasilać w ten sposób pewne mechanizmy. Niekiedy należy wykorzystać wyposażone w wentylator dmuchawy, wystrzeliwujące naszego robota (i nie tylko jego) w górę. Nie piszę więcej na ten temat, gdyż nie chcę nikomu psuć ewentualnego odkrywania mechanik gry – ta ich nie tłumaczy (w menu opcji można wyłączyć albo zminimalizować podpowiedzi), więc trzeba dojść samemu, jak działają poszczególne ustrojstwa, oraz poznać ich wzajemne interakcje.

Ciężko mi jednoznacznie stwierdzić, czy The Talos Principle jest produkcją prostą czy trudną. Kwestia ta będzie przecież różnie odbierania w zależności od indywidualnych uwarunkowań gracza. Zaryzykuję jednak i wydam nieśmiały werdykt: otóż wydaje mi się, że ogólna złożoność zagadek prezentuje poziom… średni (jeśli ktoś pragnie, by od myślenia gotował mu się mózg, to polecam Tormented Souls. Wspomnienie intelektualnej klęski, jaką poniosłem w drugiej połowie tego tytułu, jest we mnie wciąż świeże i do dziś wiem, że nic nie wiem). Większość rozwiązałem z miejsca, za pierwszym razem, uważnie rozglądając się po lokacjach i otwierając kolejne przejścia. Ani razu nie skorzystałem z internetowych poradników, jak i z pomocy dostępnej w samej grze (dociekliwi mogą odnaleźć nieobowiązkowe miejscówki, w nich zaś tzw. posłańców, oferujących jednorazowe wsparcie przy trudniejszych łamigłówkach. Jest ich jednak tylko trzech, a by do nich dotrzeć, wymagane jest ułożenie z sigili stosunkowo niełatwych puzzli). Lecz były też takie, do których wracałem dwa lub więcej razy, jako że poszczególne obszary można odwiedzać w dowolnej kolejności (o ile oczywiście się je wcześniej odblokowało). Występuje tu więc swoisty backtracking, jednak nie nazbyt uciążliwy. Twórcy zadbali o odpowiednią motorykę mechanicznego bohatera, którą ponadto można jeszcze zwiększyć w opcjach. Kończąc temat poziomu trudności, dodam, że duży kłopot, mimo wszystko, sprawiło mi kilka sektorów. Wywołały we mnie zwątpienie w to, czy dostępne środki (rekwizyty) są wystarczające do uzyskania znajdującego się tam sigila. Zapewniam jednak, że każda zagadka ma sensowne rozwiązanie. Nieraz opłaci się eksperymentowanie, gdyż – jak wiemy – potrzeba matką wynalazków. Czasem warto zrobić sobie przerwę od gry, odświeżyć głowę, przespać się. A nuż pojawi się nagłe olśnienie, w myślach zaś rozlegnie się triumfalne „Eureka!”.

Wielkim atutem Zasady Talosa jest niezmiernie klimatyczny soundtrack, z którego szczególnie pragnę wyróżnić utwory The Dance of Eternity, Virgo Serena oraz Heavenly Clouds, lecz tak naprawdę cała ścieżka dźwiękowa zasługuje na uznanie. Gra posiada pełną, zdubbingowaną polską wersję językową: pomimo że zwykle pozostaję przy napisach, tu zdecydowałem się nie ograniczać tylko do nich i tego wyboru nie żałuję (inna sprawa, że tekstu czytanego przez aktorów jest niewiele, ich samych zaś – tylko dwoje). Choć, by nie było tak kolorowo, muszę wspomnieć o mankamentach z nią związanych. Po pierwsze: synchronizacja wyświetlanych napisów ze słowami wypowiadanymi przez lektora czasem szwankowała (pojawiały się one na ekranie znacznie szybciej). A po drugie, z niewiadomych powodów rodzima lokalizacja jest dostępna jedynie na pecetach. Dziwne to trochę, bo spolszczenie nie powstało w wyniku inicjatywy fanowskiej, a ma charakter oficjalny. Tak czy siak, konsolowe wydania nie posiadają niestety nawet kinowej polonizacji. Odnośnie do grafiki, to mimo że produkcja ta ma na karku już dziesięć lat, oprawa wizualna wciąż może się podobać, a przynajmniej nie straszy. Sporo podobnych wiekowo tytułów zestarzało się pod tym względem gorzej niż Talos. Jednak wszystkie te bezsprzeczne zalety bledną wobec intrygującego, filozoficznego zacięcia, jakie można dostrzec w zarysowanej w tle fabule.

Gra bierze pod rozwagę temat mechanicznych form życia i sztucznej inteligencji; porusza kwestię człowieczeństwa oraz tego, czy można o nim mówić w kontekście maszyny. Problematyka ta była podejmowana w wielu dziełach kultury i przerabiana na gruncie różnych mediów. Pozwolę sobie tu wymienić jedynie tytuły absolutnie dla mnie ulubione i kultowe: z filmów (i literatury jednocześnie) jest to Blade Runner, z seriali Battlestar Galactica, a z gier Mass Effect (wątki EDI i gethów), jak również urzekająca opowieść z 2B i 9S w rolach głównych. Również w The Talos Principle gracz jest częstokroć stawiany przed pytaniami, na które nie ma prostych, oczywistych odpowiedzi: o sens istnienia czy o to, co sprawia, że jesteśmy ludźmi. Jest tu nawet poddawany swego rodzaju testowi Voight-Kampffa, a gra próbuje zakwestionować jego światopogląd i wykazać niekonsekwencję w myśleniu. Możliwych zakończeń jest trzy, przy czym – niczego nie sugerując – dodam, że zależą one od stopnia samozaparcia gracza i uporu w rozwiązywaniu nadobowiązkowych łamigłówek. Przede wszystkim jednak są one wynikiem tego, w co tak naprawdę on wierzy.

Na samym starcie gry rozbrzmiewa donośny głos. Oto ktoś mieniący się Elohimem przemawia do swego dziecka, mechanicznego protagonisty. Jako jego stwórca mówi mu, aby ten swobodnie podróżował po świecie i – zdobywając kolejne sigile – czynił go sobie poddanym. Jednocześnie ostrzega: wstęp do wielkiej, wysokiej wieży (jedna z opcjonalnych lokacji) jest zabroniony. Wkroczenie tam równa się potępieniu i śmierci. Nietrudno zauważyć w tym motywie podobieństwo do Księgi Rodzaju, a postawienie na miejscu robota człowieka pozwala potraktować The Talos Principle jako wielce interesującą alegorię. Abstrahując od koncepcji Stwórcy jako istoty boskiej, jej transcendentnego wymiaru, zostawiając sacrum i skupiając się na sferze profanum, można w opowieści o grzechu pierworodnym doszukać się pewnych archetypów ludzkich zachowań. Pytanie tylko, jakie im nadać znaczenie. Czy można mówić o prawdziwej wolności w sytuacji, gdy zabrania się nam – istotom obdarzonym jakoby autonomiczną wolą – pójść gdzieś / zerwać owoc z drzewa? Mówią, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła, lecz powiadają również, że gdy poznamy prawdę, ona nas wyzwoli. Skoro żeśmy wolni, to czemu wciąż w okowach? Czy sam akt poznania może być czymś złym? I co za nim stoi? Diabelskie podszepty? Nasza wrodzona skłonność do buntu i nieposłuszeństwa? A może głód wiedzy? Gdyby pójść tokiem myślenia tych interpretatorów, którzy w biblijnej przypowieści o Adamie i Ewie nie dostrzegają czynu przeklętego, a przejaw ludzkiej emancypacji, wtedy wyjdzie na to, że doświadczenie – rozumiane jako nabyta świadomość czegoś – zawsze jest wartością pozytywną. Oznacza bowiem przebudzenie i usamodzielnienie. Jest niczym wyjście z Matrixa.

Jeśli jakaś gra wideo – reprezentantka medium uznawanego za nieistotne przez niejeden światły umysł – skłania do takich przemyśleń, to umówmy się: chyba świadczy to o niej jak najlepiej.



Tekst, w wersji skróconej, opublikowałem także na Steam. Użyte screeny są mojego autorstwa.
Specjalne podziękowania dla BZImiennego: gdyby nie jego GROmada poświęcona Talosowi, zapewne nie zainteresowałbym się tą niezwykle jakościową produkcją, nie kupiłbym jej i nie ograł. Ba. Nawet nie wiedziałbym o jej istnieniu. Wiedza zaś – jest wolnością.
Mimo iż starałem się uważnie eksplorować dostępne lokacje, oświadczam, że widocznego na grafice tytułowej białego mruczka nie udało mi się nigdzie spotkać. Nie jestem więc w stanie odpowiedzieć na pytanie, czy androidy marzą o kotach – elektrycznych, prawdziwych, a może czarnych.
Do następnego.

11 komentarzy do “Cogito ergo sum – impresje z The Talos Principle”

  1. Nie grałem i nawet jakoś specjalnie ten tytuł mnie nie interesował. Coś tam kiedyś poczytałem obejrzałem zwiastun i tak jakoś przeszło bez echa. W sumie to nawet nigdy nie było u mnie tematu tej produkcji.

    Teraz tak czytam Twój tekst i nachodzi mnie myśl, aby może jednak sprawdzić. Jakiś weekend trzeba będzie ogarnąć 😀

    1. Nie zastanawiaj się, warto. Cholernie mnie ta produkcja wciągnęła. Jak nie grywam raczej w gry logiczne, tak tutaj byłem zachwycony. Chapnij na promce i instaluj natychmiast 🙂

      P.S. Zajrzyj tutaj w okolicach weekendu 😉

  2. Sam niedawno ukończyłem TP i również cenię bardzo wysoko.
    Podstawowe zagadki, tak jak piszesz, nie są wymagające, ale aby osiągnąć jedno z zakończeń wymagane jest zdobycie gwiazdek, nie tylko sigilów. Uwielbiam gry logiczne, The Witness udało mi się splatynować (bez żadnych podpowiedzi), ale z tymi gwiazdkami miałem problem. Udało mi się zebrać może połowę. Doszedłem do wniosku że każda kolejna zajmuje mi coraz więcej czasu i zaczyna frustrować, więc w tym przypadku sięgnąłem po podpowiedzi 🙂
    Więc wcale nie jest tak łatwo, jeśli chce się z tej gry wycisnąć wszystko.
    Nie zapominaj też o dodatku – Road To Gehenna. Na playstation jest w pakiecie z podstawką. Tam zagadki są sporo trudniejsze – polecam sprawdzić.
    Bardzo podobał mi się wątek filozoficzny poruszany przez grę. I koncepcja że oznaką prawdziwej inteligencji jest kwestionowanie tego co zastane.
    Podobą tematykę, ale od innej strony porusza mój ulubiony walking sim – SOMA (pozycja obiązkowa jeśli jeszcze nie graliście).
    W „Gehennie” wprowadzono inny bardzo ciekawy wątek. Kilku robotom udaje się uwolnić spod władzy Elohima i tworzą coś na kształt grupy dyskusyjnej. Możemy czytać ich wpisy i śledzić jak ich społeczność zaczyna tworzyć i wspólnie rozwijać różne aktywności na bazie tego co znali z historii ludzkości.
    W dwójkę jeszcze nie miałem okazji zagrać, ale wszyscy mówią że trzyma poziom, więc obowiązkowo ląduje na liście życzeń.

    Dzięki za lekturę, jak zawsze przyjemnie się czytało.

    1. Sorry, że dopiero teraz publikuję, ale ledwo co wróciłem z roboty 😉
      „Podstawowe zagadki, tak jak piszesz, nie są wymagające, ale aby osiągnąć jedno z zakończeń wymagane jest zdobycie gwiazdek, nie tylko sigilów”.
      Dokładnie tak. Ja zdobywanie gwiazdek odpuściłem totalnie. Zgarnąłem ze trzy, może cztery. Inna sprawa, że w trakcie gry nie zdawałem sobie sprawy, do czego one służą. Dowiedziałem się o tym dopiero po jej ukończeniu, z Internetu. Mój robot wszedł na końcu do wieży. I znając teraz wszystkie zakończenia – swojej decyzji nie żałuję.
      „Podobną tematykę, ale od innej strony porusza mój ulubiony walking sim – SOMA”
      No i musowo zagram w nią, bo czeka w bibliotece. Ale w tym roku nie zdążę. Mam ją w grafiku na pierwszą połowę 2025. Jak mi nic nie wypadnie innego. A wypada cały czas coś. Wczoraj na przykład wpadł port RDR. Ja pierniczę, wiem że to będzie na pececie technologiczny bubel na premierę, ale mam taką cholerną ochotę to kupić… Wzdycham do tej gry odkąd się ukazała, czyli kilkanaście lat. Dwójką byłem zachwycony, a przecież jedynka dzieje się później, ukazując ciąg dalszy losów gangu. Jak tu się powstrzymać przed wydaniem kasy??
      „Dzięki za lekturę, jak zawsze przyjemnie się czytało”.
      Dzięki bardzo za komentarz, jak zawsze miło mi, że mnie odwiedziłeś w mojej jamie 🙂
      Pozdro!

  3. No BeZI to prawdziwy ultras Talosów;).
    Ja jedynkę miałem na liście, po czym pojawiła się w plusie, pograłem kilka godzin i …. nie porwało. Po czasie zrobiłem drugie podejście i znowu nic z tego. Szkoda, bo wszyscy chwalą.
    Kolejnej szansy już nie będzie, ale jak dwójka stanieje dość mocno to pewnie kupię. Próbowałeś może The Witness? Ja po 10h przekonałem się, że myślenie out of the box, to nie jest moja mocna strona, a przynajmniej nie w grach stricte logicznych. Co innego point 'n’ clicki- im bardziej absurdalne zagadki tym lepiej;).
    Tekst tradycyjnie bardzo dobry, no i rozstrzał gatunkowy ostatnio konkretny:).
    Pozdrawiam

    1. Oj, to naprawdę wielka szkoda, że Cię Talos nie wciągnął. Dla mnie – niezmiernie pozytywne zaskoczenie.
      „Próbowałeś może The Witness?”
      Nie, nie próbowałem. W sumie gry logiczne to nie jest specjalnie mój konik. Co innego horrory. I częściowo przygodówki point and click, choć w nie za wiele też nie gram: absurdalność niektórych zagadek zbyt często powoduje u mnie ból głowy 🙂
      „(…) rozstrzał gatunkowy ostatnio konkretny”
      Wiesz, istnieje takie jedno piękne słowo, którego prawdziwe znaczenie jest niestety ostatnio totalnie przekręcane: różnorodność. Plują na nią jej przeciwnicy, szargają też ci, którym się tylko wydaje że działają na jej rzecz (bo w rzeczywistości osiągają oni skutek odwrotny od zamierzonego). Ja tam różnorodność lubię. Szczególnie gatunkową. Bez niej byłoby nudno 🙂

  4. Moim mottem zyciowym jest „dubito ergo cogito”, więc muszę zagrać w Talosa i sprawdzić, czy rzeczywiście jest taki dobry, jak wszyscy mówią.
    Mam go planach od kilku lat, jednak mój growy grafik zmienia się z każdą promocją. Niedawno do biblioteki dodałem oba Portale i one będą miały pierwszeństwo, gdy najdzie mnie ochota na logiczną grę.
    Pod impresjami z Control napisałem, że kiedyś wrócę do tej gry, wreszcie to zrobię. Nie wiem czy zdążę we wrześniu, ale w przyszłym tygodniu na pewno to zrobię;)
    Zaspokoiłeś moją ciekawość w kwestii Automaty.
    Zastawiałem się co najbardziej Ci się podobało w tej grze i już wiem.
    W temacie soundtrack i gier logicznych polecam posłuchać:
    https://youtube.com/playlist?list=PL8UbYpPIoqN2m99u3oz2QwA9eMNGTBBxh&si=h5tZoeWm-haWbFh9

    1. Jutro Ci odpiszę 🙂

      EDIT:
      No i oto jestem. A przynajmniej myślę, że jestem 😉
      „(…) muszę zagrać w Talosa i sprawdzić, czy rzeczywiście jest taki dobry, jak wszyscy mówią.”
      Otóż nie jest. On jest jeszcze lepszy, niż mówią.
      „Niedawno do biblioteki dodałem oba Portale”
      Wstyd, ale ja ich nie kupiłem do tej pory. To przecież kultowe tytuły. Zrobione ponadto przez wujka Gabena. Inna sprawa, że po Talosie jakoś wzmógł się we mnie apetyt na gry logiczne, więc chyba nadchodzi czas dodania ich do biblioteki.
      „Zaspokoiłeś moją ciekawość w kwestii Automaty. Zastawiałem się co najbardziej Ci się podobało w tej grze i już wiem”.
      Wiesz co? Popraw mnie jeśli się mylę, ale odnoszę wrażenie że błędnie przyjąłeś, iż ta powyższa wzmianka o Automacie to zapowiadany wcześniej przeze mnie blog poświęcony częściowo jej. Nie jest tak. Wciąż pracuję nad tekstem, w którym Nier dostanie swoje 5 minut. Ale to będzie wpis specjalny, nietypowy. To nie będą impresje, a coś innego. Czekaj cierpliwie. 🙂
      „W temacie soundtrack i gier logicznych polecam posłuchać:”
      No posłuchałem sobie kilku ścieżek i muszę stwierdzić, że bardzo przyjemna muzyczka, dzięki.

      1. W kwestii Automaty miałem na myśli zestawienie jej z grami poruszającymi wątki filozoficzne, choćby podstawowe „to be” lub Pascal.

    2. Po obu Alanach też planuję wrócić do Control jeszcze w tym roku, mimo że już dawno wymaksowane. Mam głód tego uniwersum. Za wcześnie na takie zestawienia, ale kto wie, może jeszcze ze dwie gry od Remedy i będę mógł powiedzieć, że luka po MGSach została choć częściowo wypełniona;)

Skomentuj grzaniec Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *