
Skaldowie znają mnóstwo opowieści.
W swych pieśniach najczęściej sławią bohaterstwo i zuchwałość najznakomitszych jarlów, oblanych blaskiem własnej chwały i zgromadzonych przez nich bogactw. Ochoczo śpiewają o ulubieńcach bogów, wielkich wojownikach – opiewając ich męstwo, odwagę i zręczność. Składają hołd niezłomności i sile, wielbiąc fascynującą dla innych, dziką wściekłość berserków.
Istnieje wszelako pewna legenda, której powtarzać nie lubią. Godzą się na to tylko wtedy, gdy ich umysły rozjaśni, a języki rozwiąże Skjaldemjød, Miód Poezji, choć nawet wtenczas robią to niechętnie. Niewiele jest w niej bowiem czynów godnych uczczenia, nie brakuje za to strachu, zwątpienia i smutku. To przypowieść o pochwyconej przez Bjargów córze Piktów. O mocy, którą kryją imiona. O Furiach i olbrzymach.
Jednakowoż jest to przede wszystkim historia o szaleństwie.

Na dnie sarkofagu noc
Czarna suknia
Rozrzucam korale wspomnień
Gdy na gali Game Awards 2021 przedstawiono kilkuminutowy gameplay trailer Hellblade II, Internet natychmiast podzielił się na dwa obozy: na tych twierdzących, że finalna wersja gry z całą pewnością nie będzie dorównywać jakością zaprezentowanej zajawce, oraz tych, którzy wierząc bezgranicznie w talent deweloperów z Team Ninja, obwieścili triumfalnie, że spod znaku Xbox Games Studios nadchodzi w końcu najprawdziwszy, nextgenowy killer. Ja, szczerze mówiąc, wziąłem w tym sporze stronę pierwszej grupy. I tak oto nadszedł dziś dzień, w którym muszę uderzyć się w pierś i przyznać do popełnionej w tej materii pomyłki: mea culpa, mea culpa, mea maxima culpa. Zgrzeszyłem niewiarą, lekceważeniem i ignorancją, gdyż sequel Senua’s Sacriface to audiowizualna uczta dla zmysłów i pokaz maestrii grafików, dźwiękowców czy animatorów stojących za jego stworzeniem. Aczkolwiek to nie wszystko: stanowiąc względem części pierwszej potężny technologiczny progres, równocześnie powtarza (by nie powiedzieć: pogłębia) jej gameplayowe niedociągnięcia. Czyni to z niego jednocześnie fascynujące filmowe doświadczenie, jak i ubogą w rozgrywkę, słabą wręcz grę.

Wtulona we włosów płaszcz
Wonna rodnią swą
Teraz okryta snem
Grafika prezentuje się wspaniale i trudno jest mi znaleźć dla niej godnego rywala w postaci innego tytułu, który widziałbym na własne oczy i który wzbudziłby we mnie porównywalny podziw. Jednak wyrażając całkowicie zasłużone zachwyty nad nią, powinno się to robić z uwzględnieniem kilku uwag. Po pierwsze, Hellblade II – w sensie przestrzeni i powierzchni świata przedstawionego – jest produkcją małą i ciasną. To starannie zaprojektowana liniowa korytarzówka, w której gracz prowadzony jest od punktu A do B, a dostępne lokacje (jest ich ledwie kilka) nie pozwalają mu na swobodną eksplorację. Po drugie, z powodu zastosowania nietypowych proporcji obrazu u dołu i na górze ekranu obecne się nieustannie czarne paski. Potęguje to wspomniane wcześniej kinowe doznanie, wrażenie obcowania z interaktywnym filmem, ale też – jak mi się zdaje – stanowi sprytny zabieg twórców, ułatwiający im pracę nad optymalizacją (bo część grafiki nie jest wyświetlana, o ile gracz nie spojrzy prowadzoną postacią pod lub nad siebie). I po trzecie: szata graficzna wykazuje trochę nierówny poziom, w grze dominują zaś (co znamienne) miejscówki spowite mrokiem czy też zamglone, gdzie – mówiąc wprost – niewiele widać. By oddać jej sprawiedliwość, dodam, że owszem, znalazły się tu również takie oświetlone, lecz podróżowanie po tych terenach za dnia prowadzi do refleksji, iż światek w Hellblade II raz, że niewielki, to jeszcze świeci pustkami. Grałem na karcie RTX 3060, a więc nie na jakimś mocarzu, za to niezmiennie najpopularniejszym GPU wśród użytkowników Steama (źródło: najnowsza ankieta sprzętowa tej platformy). Na wysokich ustawieniach graficznych z włączonym DLSS-em nie było mowy o stałych sześćdziesięciu klatkach. Ich licznik kręcił się najczęściej w okolicy czterdziestu paru. Oczywiście, niech każdy szuka konfiguracji optymalnej dla siebie, osobiście jednak sugeruję postawić na jak najwyższe detale kosztem płynności, która i tak wiele tu nie zmienia. Pomimo to nie twierdzę, że grafika to jedyny atut tej produkcji. Na szczęście tak nie jest.

Na wpół lodowata dłoń
Zimne Twe usta
A jeszcze niedawno ogień tlił
Kwestią wyróżniającą ją na tle innych branżowych tworów jest to, że powstała we współpracy ze specjalistami z dziedziny psychiatrii, a także ludźmi bezpośrednio dotkniętymi zaburzeniami psychicznymi. Pozwoliło to na niezwykłe sugestywne ukazanie psychozy, z jaką zmaga się główna bohaterka – celtycka wojowniczka Senua. Przy czym twórcy, chcąc oddać istotę jej choroby jak najbardziej wiarygodnie, zadbali nie tylko o aspekt naukowy, ale i techniczny. Niezmiernie rzadko przechodzę gry ze słuchawkami na uszach i początkowo tutaj też z nich nie korzystałem. Zmieniłem to po jakiejś godzinie zabawy i… absolutnie nie wyobrażam sobie doświadczania Hellbade II bez nich. Dźwięki w grze – głosy słyszane przez protagonistkę – dosłownie krążą po głowie gracza, nieustannie wędrując z lewego do prawego ucha i na odwrót. Niesamowicie wpływa to na percepcję tego tytułu, sprawiając wrażenie obcowania z więcej niż jedną rzeczywistością. W dodatku wcale nie trzeba markowego sprzętu, by poczuć ten efekt: moje słuchawki to zwykłe „chińczyki za stówkę”, a mimo to bez problemu dały radę. W ogóle cała warstwa audio gry została wykonana mistrzowsko. Wielkie brawa należą się również Melinie Juergens za ponowne udźwigniecie niełatwej przecież roli. Za pierwszą część aktorka ta otrzymała główną nagrodę na GA2017 w kategorii „najlepszy występ”. Wcale się nie zdziwię, jeśli pod koniec roku będziemy mieli powtórkę z rozrywki. Powołując się na opinie osób psychotycznych, pełniących przy grze funkcje konsultantów, podsumuję, że postać Senui jest sportretowana nie tylko z realizmem, ale przede wszystkim z uczciwością wobec takich ludzi. A dzięki temu gracz ma okazję przynajmniej spróbować zrozumieć, co dzieje się w ich głowach. I właśnie to uważam za główną, najwyższą wartość obu gier z serii Hellblade.

Pamiętam rozkoszny wiatr
Masztem gnący sztorm
Daję Ci moją łzę
W porównaniu z niezaprzeczalnymi walorami produkcji blado maluje się obraz gameplayu – zmarginalizowanego i szczątkowego. Od początku akcent zdecydowanie położony jest na oglądanie i słuchanie, nie na granie. Sekwencje interaktywne płynnie przechodzą w przerywniki filmowe, co wielokrotnie prowadziło do sytuacji, w której wciskałem odpowiedzialny za ruch postaci lewy drążek pada, nie zdając sobie sprawy, że od kilku sekund nie mam nad nią kontroli. Rozgrywka polega na rozwiązywaniu zagadek (znane z jedynki odnajdywanie ukrytych w elementach otoczenia symboli) oraz okazjonalnej walce, kiedy Senua mierzy się z pojawiającymi się kolejno po sobie pojedynczymi przeciwnikami. Mechanika ta niczym nie zaskakuje, oferując standardowo cios lekki, ciężki, unik czy blok (oraz – po zapełnieniu odpowiedniego paska – użycie spowalniającego czas lusterka). Starcia są schematyczne, powtarzalne, szybko stają się nudne. I paradoksalnie – wyglądają świetnie. Niemal czuć na własnej skórze desperację prowadzonej postaci, gdy ta z zażartym okrzykiem przebija mieczem ciała oponentów, tocząc bój o przetrwanie. Realizmu dodaje też fakt, że wrogowie górują nad nią fizycznie i jeśli wyprowadzą uderzenie z wielką siłą, poskutkuje ono przełamaniem bloku Senui i odepchnięciem jej na bok. Szczególnie jedna sekwencja walki, dłuższa i mająca miejsce w pewnej wiosce – w której oprócz protagonistki biorą też udział jej sojusznicy – realizatorsko zachwyca. Szkoda tylko, że animacje finisherów nie są bardziej brutalne: pasowałoby to jak ulał do mrocznego i surowego klimatu gry.

Okręt mój płynie dalej
Gdzieś tam
Serce, choć popękane
Chce bić
Grę przeszedłem w windowsowej aplikacji Xbox, w ramach abonamentu PC Game Pass, mając z nim styczność po raz pierwszy. Kod promocyjny dla jego nowych użytkowników, umożliwiający bezpłatny, miesięczny dostęp do biblioteki tej usługi, otrzymałem za pośrednictwem Nvidia GeForce Experience, jako właściciel karty RTX. Innymi słowy – ograłem Hellblade II za darmo. Będąc szczerze wdzięczny za tę okazję, muszę niestety wygłosić kilka gorzkich słów pod adresem wydawcy gry. Otóż niecałe trzy lata temu zakupiłem na steamowej wyprzedaży Gears 5, a zainstalowałem i uruchomiłem je kilka miesięcy później. Tytuł ten do działania wymagał założenia dodatkowego konta na platformie Microsoftu. Stworzyłem więc takowe i pograłem w G5 tak ze trzy godziny. Chcąc odpalić je nazajutrz, nie mogłem już tego uczynić: mym oczom ukazał się bowiem komunikat, że moje konto Xbox zostało zablokowane. Powód? Złamanie regulaminu. Na czym by ono miało polegać – nie raczono mnie łaskawie poinformować. Rozwiązaniem było podanie numeru telefonu, na który przyszedłby kod odblokowujący. Czując się absolutnie niewinny, jako posiadacz tak legalnej wersji Windowsa, jak i samej gry, odinstalowałem ją, a opinia o niej jest jedyną negatywną spośród kilkudziesięciu, jakie kiedykolwiek wystawiłem w sklepie Valve (choć zamieszczając ją, wyraźnie zaznaczyłem, że nie tyczy się samego Gears, a jego wydawcy). Lecz dlaczego o tym piszę? No cóż. Jak nietrudno się domyślić, aby odpalić usługę Game Pass na komputerze, wymagane jest konto Microsoft. Skoro to stare zostało zbanowane, musiałem utworzyć nowe. Od tamtego czasu minęły ponad dwa lata, zmieniłem peceta i system operacyjny (zapewniam, że nadal jest oryginalny). Po otrzymaniu kodu na GP od Nvidii i przejściu procedury rejestracyjnej pobrałem Hellblade II na dysk i włączyłem je testowo. Na drugi dzień chciałem kontynuować zabawę. I co? Pstro: „Twoje konto Xbox zostało zablokowane”. Złamanie regulaminu, podaj numer telefonu itd., itd. Przyznam szczerze, że się w tym momencie niekiepsko wpieniłem. I w sumie miałem sobie drugą Senuę odpuścić, lecz się przełamałem. Po pierwsze, zachęciła mnie do tego jej wideo-recenzja autorstwa poznanego na pewnym portalu youtubera (pozdrawiam serdecznie), którą obejrzałem kilkanaście dni temu. A po drugie, dotarło do mnie, że i tak muszę prawdopodobnie to feralne konto odblokować, by nie pobrano mi kwoty za abonament na następny miesiąc: promocja, choć darmowa, wymagała przypisania numeru karty debetowej. Zacisnąłem zęby i z bólem podałem swój telefon (SMS odblokowujący przyszedł, o dziwo, natychmiast). Zanim to jednak zrobiłem, próbowałem się porozumieć z pomocą techniczną Xboxa, by wyjaśnić tajemnicę blokady kont. Pragnę poinformować, jak fatalnie ona działa. Mailowo skontaktować się nie da. Można to zrobić tylko telefonicznie. A w zasadzie można by: „Przykro nam, ale nasza telefoniczna pomoc techniczna jest obecnie ograniczona”. Cokolwiek to znaczy. Pozostał wirtualny czat. Tyle tylko, że moim rozmówcą na nim nie był pracownik wiadomej firmy, a bot. Tak zwany wirtualny agent. „Konwersacja” z nim zakończyła się jego sugestią, abym, skoro mam problem z kontem… zalogował się na nie. Tak oto absurd goni absurd i radośnie kręci się wokół obłędu. Naprawdę nie ogarniam, jak ten potężny korporacyjny moloch może mieć tak wywalone na jakość świadczonych przez siebie usług (dodam, że witryna internetowa Microsoft Account muli, jakby była pod nieustannym atakiem DDoS), które – żeby było zabawniej – dostarcza przecież na własnym systemie operacyjnym, oraz na wygodę i komfort swoich legalnych użytkowników/klientów. No trochę wstyd.

Nie ma Cię i nie było
Jest noc
Nie ma mnie i nie było
Jest dzień
Skaldowie powiadają, że człowiek wybiera, niewolnik słucha.
Dzieje Senui z całą pewnością nie należą do najprzyjemniejszych i najprostszych w odbiorze. Do najbardziej porywających także nie, gdyż próżno szukać w nich dynamicznej akcji o nagłych zwrotach. Niewątpliwym plusem tej historii jest natomiast to, że może być ona odczytywana nie tylko dosłownie. W pierwszej scenie Hellblade II bohaterka odzyskuje wolność, będąc uprzednio pojmaną przez łowców niewolników. Staje do walki z ciemiężcami swego ludu, nieustannie tocząc bój znacznie trudniejszy: we własnym umyśle, zniewolonym chorobą, której geneza sięga przeżytych w dzieciństwie traum. Nękana obrazami okrucieństwa rusza ścieżką prowadzącą w głąb jej udręczonej duszy, by zrozumieć, że za prawdziwe bestialstwo nie odpowiadają istoty mityczne czy siły nadprzyrodzone, a zwycięstwo bądź poddanie się własnym demonom nie zależy od przeklętego fatum czy ciężaru poniesionych strat: wynika z aktu wolnej woli. Potwory zaś – są w każdym z nas.
Blog z wiadomych względów (ogranie Hellblade II w ramach Game Passa, a nie kupienie jej u Gabena) nie znalazł się ani nie znajdzie na Steam.
Odnośnie do złośliwych opinii, jakoby każda godzina gry zajęła deweloperom rok produkcji, mogę stwierdzić, że w moim przypadku okazały się one raczej chybione: licznik pokazał na końcu ponad 9 godzin rzeczywistego czasu spędzonego w grze. Grałem już w krótsze tytuły. Ponadto nie uważam tej niewielkiej długości za wadę. Jestem na takim etapie swego growego żywota, w którym coraz bardziej cenię sobie mniejsze, zwięzłe dzieła. Pomny zarówno jej zalet, jak i wad (w tym praktycznie zerowej regrywalności), nie mogę jednak z czystym sumieniem rekomendować zakupu Hellblade II za pełną cenę. Najlepiej ograć ją w abonamencie GP, o ile ktoś jest jego subskrybentem. Pozostali niech ją sobie chwilowo darują i poczekają na solidne przeceny.
Panie Spencer – ogarnijże pan ten burdel na waszej stronie z supportem.
Wyróżniony kursywą tekst to słowa nagranego przez grupę KAT utworu pod tytułem Łza dla cieniów minionych (Silton Records, 1992). Napisał je Roman Kostrzewski. Użyte screenshoty wykonałem samodzielnie.
Do następnego.
Super robota! Może kiedyś zrobisz wersję z większą ilością praktycznych porad?
To, co tutaj tworzysz, to prawdziwa oaza wiedzy i inspiracji! Każde zdanie jest jak drogocenna perła, a całość układa się w fascynujący naszyjnik mądrości. Jedyne, czego mi zabrakło, to nieco bardziej rozbudowane przykłady – byłoby wtedy absolutnie doskonałe!
Witaj… nieznajomy. Bardzo dziękuję za (mocno przesadne, moim skromnym zdaniem) miłe słowa. Czy mógłbyś zdradzić, jak dowiedziałeś się o tej stronie? Mam nadzieję, że się nie spłoszysz przez moje pytanie, jestem po prostu ciekawy. Strona nie ma charakteru komercyjnego, a jedynie hobbistyczny. Nigdzie jej nie reklamuję (z wyjątkiem Steama). Odpisz, proszę.
Pozdro.
Zastanawiam się, czy stosujesz jakieś techniki copywritingu, aby jeszcze bardziej angażować czytelników. Jak dbasz o formułowanie swoich zdań, aby wciągały od pierwszego słowa i trzymały uwagę do samego końca?
Cześć…
Wszyscy tu dotychczas komentujący dowiedzieli się o tej stronie z wiadomości otrzymanej na pewnym portalu. Ty jesteś wyjątkiem. Mogę zapytać jak tu trafiłeś? Ze Steam?
„Zastanawiam się, czy stosujesz jakieś techniki copywritingu, aby jeszcze bardziej angażować czytelników.”
Nic mi nie wiadomo o tym, bym stosował jakieś specjalne techniki. Po prostu lubię bawić się słowami.
„Jak dbasz o formułowanie swoich zdań, aby wciągały od pierwszego słowa i trzymały uwagę do samego końca?”
Trudno mi na to pytanie odpowiedzieć. Chyba najprostszą odpowiedzią będzie taka, że kiedy coś napiszę a następnie przeczytam to i stwierdzę, że mi się własny tekst nie podoba – to myślę jak go zmienić. Lubię złożone zdania. Lubię wtrącenia i nawiasy. Staram się stosować synonimy, gdyż nie przepadam za powtórzeniami. Wydaje mi się, że rzeczą najważniejszą jest to, by nie pisać w sposób nudny. Tak w skrócie.
Jak zwykle dobry tekst, z przyjemnością czytałem pogwizdując melodię Łzy dla cieniów minionych.
W drugą część Hellblade nie miałem okazji grać (nie posiadam odpowiedniego PC ani XBoxa), ale raczej i tak bym się nie skusił.
Grałem w pierwszą część, jak najbardziej rozumiem jej pozytywne przyjęcie i oryginalność w kilku aspektach, ale… strasznie mnie ta gra wymęczyła. W obcowaniu z nią nie czułem nawet odrobiny przyjemności, szepty drażniły, gameplay nudził. Niestety, to pozycja nie dla mnie, choć innym jak najbardziej może się podobać.
„Grałem w pierwszą część, jak najbardziej rozumiem jej pozytywne przyjęcie i oryginalność w kilku aspektach, ale… strasznie mnie ta gra wymęczyła”.
W takim razie nie masz czego żałować jeśli chodzi o dwójkę. Pewnie i tak wyjdzie w końcu na PlayStation, ale jak Ci jedynka nie podeszła to i sequel nie porwie na bank. Ja powiem szczerze, że gdybym zapłacił za H2 pełną cenę 220 zł (Steam), to bym po prostu żałował.
Pozdro i dzięki za odwiedziny!
„stanowi sprytny zabieg twórców, ułatwiający im pracę nad optymalizacją (bo część grafiki nie jest wyświetlana, o ile gracz nie spojrzy prowadzoną postacią pod lub nad siebie)”
Niby sprytny, ale ja bym to inaczej rozwiązał
https://i.imgur.com/o9tg0ca.jpeg
BTW. Niezły klimat żeś zrobił tym wstępem, noice (y)
Hej 🙂
Ten pasek u dołu na screenie, co go wrzuciłeś: jest z Wolfenstein 3D czy z czegoś innego?
„Niezły klimat żeś zrobił tym wstępem”
Bardzo mi miło, że spełnił on swoje zadanie 😉
„Ten pasek u dołu na screenie, co go wrzuciłeś: jest z Wolfenstein 3D czy z czegoś innego?”
… unsubscribed
Miałeś podobne wrażenia jak ja. Te momenty w których traci się kontrolę nad postacią lub ponownie otrzymuje, to jest jakaś masakra. Nie pamiętam żadnego tytułu w którym byłoby to zrobione tak dobrze.
Współczuję problemów z kontem i choć ja sam ich nie miałem, to wszelaki support bywa uciążliwy. Przykładowo, gdy ostatnio pisałem do YouTube po polsku i angielsku zmieniając tekst, gdzie tematyka pozostawała taka sama zawsze otrzymywałem tą samą odpowiedź wygenerowaną przez SI. Dramat. Nie szło się dogadać.
A, również pozdrawiam 🙂 Dobrze się czytało.
Hehe, słownik przekręcił nazwę użytkownika i wyszedł himan 😀 Nie zauważyłem tego gdy kliknąłem opublikuj, ale przyznam, że mnie to rozbawiło.
Grałeś może w Observer? Jakiś czas temu mnie naszło, ale nie wiem czy warto 😛
No ze słownikami to czasem wychodzą niezłe jaja. Z Observerem niestety nie pomogę. Mam na EGS w bibliotece, ale póki co nie grałem.
Grałem w podstawową wersję na PS4.
Lepszy walking sim niż druga Senua.
Ciekawy setting, świetny klimat.
Warto zagrać choćby dla samego Rutger Hauera.
Pu ukończeniu gry poczułem niedosyt. Po ostatniej scenie pomyślałem sobie: „no teraz się zacznie”, a wjechały napisy końcowe.
Niestety pod względem gameplayu seria zanotowała regres.
Fabuła też nie miała tego elementu świeżości, który towarzyszył pierwszej części.
Oprawa audiowizualna robi wrażenie nawet na konsoli, jednak świat to sterylna makieta.
W jednej z pierwszych scen przemieszczamy się przez ogromne pole kamieni. Nawet malutki kamyczek jest w stanie zablokować nam drogę.
Na plus: wspomnIana przez Ciebie sekwencja walki i przeprawa przez jaskinię pełną wody. Szkoda zmarnowanego potencjału mglistego lasu.
Najbardziej boli brak rozwoju w stosunku do poprzedniczki.
Raz miałem styczność z supportem MS. Sprawa została bardzo szybko załatwiona, powiedziałbym że nawet za szybko.
Konsultant na czacie zbyt często mnie popędzał;)
„Niestety pod względem gameplayu seria zanotowała regres”.
Tym bardziej jak sobie człowiek przypomni, że już w jedynce za wiele go nie było.
„Fabuła też nie miała tego elementu świeżości, który towarzyszył pierwszej części”.
Zgoda, aczkolwiek podoba mi się kierunek w którym wyewoluowała postać Senui (chodzi mi o to, że zdaje sobie tu sprawę z własnej choroby; jest w stanie podjąć świadomą, racjonalną decyzję).
„Oprawa audiowizualna robi wrażenie nawet na konsoli, jednak świat to sterylna makieta”.
O to to. Świat jest piękny. Szkoda, że taki ciasny i pusty.
„Na plus: wspomniana przez Ciebie sekwencja walki i przeprawa przez jaskinię pełną wody”.
O jaskini nie wspomniałem, a klimat tam był okrutnie dobry. Miejscami przypominało to horror (cienie w wodzie).
„Szkoda zmarnowanego potencjału mglistego lasu”.
Najlepsza miejscówka w grze. Czemu ją tak potraktowali po macoszemu?
„Raz miałem styczność z supportem MS”.
Żale już wylałem w tekście, więc sobie daruję dalsze. Mam tylko nadzieję, że nikt nie będzie wiązał mojej osoby z jakimś wojenkami. Będę krytykował każdą firmę (równie dobrze Sony czy Valve), o ile sobie w moich oczach na krytykę zasłuży. A Microsoft akurat tutaj jak najbardziej zasługuje.